Wszystko, co uda mi się napisać...

104. Zdradzona #felieton

pioro-anielskie.jpgZawsze lubiłam ciastka. Chyba każdy je lubi, prawda? Fajnie móc sobie zjeść coś słodkiego i mieć świadomość, że drugie ciastko czeka w lodówce i możemy je sobie wszamać wieczorkiem przed telewizorem. Ludzie po prostu lubią zjeść ciastko i mieć ciastko. Taka nasza natura.

Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę publicznie poruszać tematów, które w jakiś sposób mnie bolą i przywracają bolesne wspomnienia. Uznałam, że mówienie o sobie jest po prostu dziwne i w sumie po co to komu? Wczoraj widziałam coś i pod wpływem tej rzeczy troszkę zmieniłam zdanie, bo jeśli moja historia może komuś pomóc? Jeśli popchnie do podjęcia decyzji?

Sto lat temu myślałam, że miłość jest niezniszczalna. Myślałam, że wystarczy powiedzieć ,,kocham Cię" i...już. Dzieje się automatycznie, świat staje się piękny, a ludzie dobrzy dla siebie. Zawsze liczyłam na to, że znajdę magiczny guzik, którego naciśnięcie będzie wywoływało uśmiech na twarzy drugiej osoby. Znalazłam ten przycisk, ale...on oprócz uśmiechu potrafi wywoływać też ból i łzy. Taka przewrotność losu.

zwiazek-14495054.jpgWczoraj, bardzo, bardzo późnym wieczorem (nawiasem mówiąc, było grubo po północy, gdy uznałam, że fajnie byłoby zrobić ciasto i poćwiczyć), przeglądałam fejsa i natchnęłam się na wpis jednej z moich znajomych. Było coś o zdradzie, o tym, że nie wie, co zrobić, że są zobowiązania, a facet prawdopodobnie kogoś ma i ona nie wie, jaką decyzję podjąć. Nie chcę tutaj wdawać się w szczegóły, bo nie chodzi o to, żeby ta osoba napisała do mnie z pretensjami, że o niej wspominam na blogu. Nie w tym rzecz, chcę tylko pokazać przykład jakich wiele w dzisiejszym świecie. Żeby było sprawiedliwie, też coś powiem o sobie, choć nie jest mi łatwo-zawsze starałam się bagatelizować ten temat, udawać, że w ogóle mnie to nie ruszyło...

Kilka lat temu potwornie się zakochałam. Powiecie, że głupia, że dziecinna, że co ona może wiedzieć o życiu. Nie wiem, czy to wszystko ma coś wspólnego z wiekiem, raczej z dojrzałością. Ja byłam dojrzała, przynajmniej jak na swój wiek i naprawdę traktowałam tę relację bardzo poważnie. Skutek był opłakany (daruję wam szczegółów), skończyło się na zdradzie (wiem, że według Ciebie to nie była zdrada...), dość nie fajnym zachowaniu. Efekty? Załamanie, depresja, różne myśli...Nie, nie trwało to kilka tygodni, tak jak w przypadku nastoletnich miłostek. Po roku uznałam, że fajnie byłoby zacząć jakoś żyć. Zaakceptować aktualny stan rzeczy, przynajmniej jakoś egzystować i liczyć na cud. Cud jak się domyślacie nadszedł bardzo, bardzo późno. Miesiąc temu zdałam sobie sprawę z tego, że nie było warto. Od miesiąca wiem, że jestem coś warta, że to nie była moja wina, że straciłam bardzo dużo czasu. Zdrada ukochanej osoby odciska na drugim człowieku ogromne piętno. Robi spustoszenie w mózgu, w sercu, w życiu.  To takie uczucie, jakby ktoś stał Wam nad głową i mocno uderzał w metalowe talerze, taki gong. Albo jakby ktoś wbił Wam nóż w serce i przekręcał rękojeść raz w lewą, raz w prawą stronę. Okropny, fizyczny ból. Od miesiąca wiem, że człowiek, który mnie zranił, nigdy nie zrozumie swoich błędów. Nigdy nie zmieni swojego myślenia, już zawsze będę dla niego górą cycków. Dość brutalne, prawda? Chociaż...Nie, najgorsze jest to, że w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że nie możesz nic zrobić, nie możesz zmienić myślenia drugiej osoby, nie możesz liczyć na cud.

I teraz do czego zmierzam? Bo chyba to najistotniejsze. Gdy wczoraj przeczytałam wpis znajomej, zobaczyłam siebie: niepewną, zagubioną dziewczynę, która nie wie, co robić. Oczywiście, moja sytuacja jest inna. Nie mam zobowiązań, kredytu, dzieci, domu. Ale my wszystkie-z zobowiązaniami lub bez nich-czujemy się podobnie. I to nie jest kwestia tego, że nie potrafimy sobie poradzić w życiu, że opieramy się na kimś do tego stopnia, że nie widzimy niczego poza nim, załamujemy się, gdy odchodzi, bo razem z nim odchodzi cały nasz świat (może niektóre kobiety doprowadzają do takiej sytuacji, ale najczęściej są to świadome siebie, silne babki). Problem, a może kwintesencja kobiety, to miłość w oczach ukochanej osoby, świadomość, że to ona jest najlepsza, najpiękniejsza, najcudowniejsza. Tylko tyle i aż tyle.

sprawdz-czy-to-urojona-zdrada-1593469.jpgCo bym Ci poradziła w sytuacji, gdy najbliższa Ci osoba zdradza? Odpuść. Ja wiem, że to boli, wiem, że jest ciężko, wiem, że nigdy nie będzie już tak, jak było. Tylko widzisz...teraz też nie jest tak, jak było. Teraz też jest do kitu. Nigdy mu nie zaufasz, nigdy nie zapomnisz o tym, co się wydarzyło. Zawsze będziesz się bała, będziesz czekała, aż odejdzie do tej drugiej, będziesz miała wyrzuty sumienia i poczucie straconego czasu. Czy Twoja miłość do niego przeminie? Nie. Czy będziesz miała ochotę mu wybaczyć? Bardzo często. Czy będziesz potrafiła bez niego żyć? Tak, choć z wielkim trudem. Czy zasługujesz na to, by być jego zabaweczką? Absolutnie nie. Czy powinnaś wierzyć w jego fałszywe zapewnienia? Haha....Błagam. W tej chwili przypomniało mi się powiedzenie mojej babci, która słynęła z mądrych myśli: ,,Ewelinka, kurwiarz zawsze pozostanie kurwiarzem..."Może to brutalne, może wulgarne, może nie pasuje do wymowy tego bloga, może nie pasuje do wizerunku, który wokół siebie tworzyłam od lat, ale...kurwiarz zawsze będzie kurwiarzem i nic tego nie zmieni: liczba dzieci, które macie, jego fałszywy uśmieszek, kwiaty, ciepłe rodzinne obiadki, wreszcie upływający czas i Twoje łzy. Już zawsze będziesz samotna ze swoim bólem, bo w chwili, gdy miałaś prawo wyboru, wystraszyłaś się nieznanego i wolałaś wejść w bagno i cierpliwie czekać, aż Cię wciągnie... Ratuj się, proszę-zrób to dla siebie.