Wszystko, co uda mi się napisać...

109. A. Siatecki ,,Porąbany"

Jung na tropie. O ,,Porąbanym" Alfreda Siateckiego

527304-352x500.jpgMalownicze miasto w województwie lubuskim skrywa mroczną tajemnicę. Ginie dziennikarz, w redakcji panuje chaos. A co jeśli zabójca się pomylił? Czy znowu zaczną ginąć ludzie? Kto, kiedy i w jakich okolicznościach?

Jakiś czas temu czytałam i recenzowałam dla was pierwszą część serii przygód dziennikarza Daniela Junga. Książka ,,Postrzelony" trafiła w moje ówczesne gusta, podobała mi się. Akcja poprowadzona została bardzo interesująco. Druga część, ,,Porąbany", nie powtórzyła sukcesu poprzedniczki, choć nie można powiedzieć, że ta pozycja jest zła. Na pewno przeznaczona jest dla wielbicieli gatunku, dla osób lubiących zastanawiać się nad motywami zabójstwa. Nie znajdziecie tu zawiłej zagadki kryminalnej, zabójcę można wytypować bardzo szybko.

Ten człowiek [...]miał kontury wytatuowanej myszy, podobnej do tej, która jest w znaku rozpoznawczym klubu żużlowego.

Język książki jest prosty, bardzo szybko wciągnął mnie w wir historii. Nie trzeba zastanawiać się nad każdym słowem. Krótkie rozdziały, duża czcionka to dodatkowy atut ,,Porąbanego". Okładka dla mnie dość przeciętna, widywałam i lepsze, i gorsze. Kojarzy mi się trochę z filmami akcji, albo czymś z gatunku fantastyki. Myślę, że nie pasuje do treści książki.

Szczerze powiem, że sięgnęłam po tę pozycję, bo bardzo interesowało mnie to, jak została pokazana Zielona Góra w kolejnej części powieści. Nie zawiodłam się. Znajome ulice, nazwy...Książka jest swoistą mapą po tym pięknym i ukochanym przeze mnie mieście. A że przez jakiś czas byłam związana z dziennikarstwem, książka obudziła we mnie rozmaite wspomnienia. Do tego postać redaktor naczelnej. Ostra babeczka z charakterem. Raczej bym jej nie polubiła, ale w książce...właśnie takie postacie zapamiętuje się na bardzo długo. Chyba wryła mi się w pamięć bardziej niż sam Daniel Jung...

Podsumowując, polecam tę pozycję wszystkim wielbicielom kryminałów. Ja już nie przepadam za tym gatunkiem, ale książkę czytało się przyjemnie. Myślę, że gdybym była wielką wielbicielką żużla, to zatopiłabym się w tej historii bez pamięci, a tak pozostało mi tylko wyszukiwanie w treści znajomych miejsc i tropienie mordercy...Ale czy ktoś powiedział, że to coś złego?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Oficynka.