Wszystko, co uda mi się napisać...

111. ,,O wiele więcej" K. Holden

O wiele więcej niż zwykła opowieść...

IMG_20170525_122012_388.jpgKocham ,,Promyczka" Kim Holden. Mam do tej książki ogromny sentyment z wielu powodów, dlatego troszkę bałam się sięgać po kolejną opowieść tej autorki. Nie wiem czy znacie te uczucie...taki lekki strach związany z tym, że sukces poprzedniczki może się nie powtórzyć. Cóż...sukces może nie, ale było całkiem blisko.

Wierzę, że wiesz, że... jesteś sobą. Jesteś tylko zbyt przerażona, by podążać za tym, czego naprawdę pragniesz, ponieważ uważasz, że na to nie zasługujesz. Jestem tu, by ci o tym powiedzieć.

,,O wiele więcej" to opowieść o młodym pedagogu, ojcu trójki dzieci, który nagle musi przewartościować dotychczasowe życie. Jego ukochana żona oznajmia mu, że ma dość nudnego życia i odchodzi wraz z bogatym biznesmanem do jego równie bogatej willi. Seamus zostaje sam z trójką dzieci. Musi zmienić mieszkanie, jakoś poskładać swoje życie i zacząć od nowa...Będzie bardzo trudno, zwłaszcza, że na drodze stanie mu kolorowa, nieprzewidywalna, ale zapowiadająca piękne zmiany-Faith. Czy Miranda w porę się opamięta i będzie przykładną byłą żoną, a przede wszystkim matką? Czy dostanie drugą szansę?

Piękny język, piękna okładka i -jak w przypadku ,,Promyczka"-niebanalna historia, która już od pierwszych kart książki porywa czytelnika do prawdziwego życia. Świat Seamusa niczym nie różni się od naszego, jest brutalnie szczery, a przez to niezwykle interesujący. Dlaczego tak jest? Myślę, że przede wszystkim dlatego, że potrafimy wczuć się w sytuację Seamus'a, bo każdy z nas może się w niej znaleźć.

Miłość jest prawdziwa. Nie sprawia, że wierzysz w nią tak, jak wierzy się w Świętego Mikołaja czy w wygraną w Vegas. Jednak może obudzić w Tobie serce i chęć czynienia dobra(...) Jeśli tylko głupcy wierzą w miłość.. możecie nazywać mnie głupią.

Jestem dość dziwnym czytelnikiem, bo nie czułam nienawiści do Mirandy-byłej żony Seamus'a. Powinnam jej nienawidzić, życzyć wszystkiego, co najgorsze, jednak...chyba gdzieś podświadomie czułam, że kobieta musiała przejść piekło, by fundować je innym. Chyba coś w tym jest...Tak czy siak, lubię Mirandę, jakkolwiek niedorzecznie to brzmi. Dlaczego? Bo nie jest jednowymiarowa, bo ma coś w sobie, bo jest wredna, ale z drugiej strony...jest jakaś. I jej poczucie humoru-sarkastyczne, fantastyczne. No i nie umie gotować-wirtualnie przybijam jej piąteczkę zrozumienia.

Pokochałam też dzieci Seamus'a. Było w nich coś uroczego, zwłaszcza w poważnym chłopcu, który zachowywał się tak, jakby przeżył całe życie i mógł radzić innym. Cóż...książka pokazuje, jaki wpływ na zachowanie dzieci mogą mieć relacje między rodzicami. Myślę, że ,,O wiele więcej" jest znakomitym przykładem na to, jak różnobarwne mogą być stosunki rodzinne i w jaki sposób reagują na to dzieci-Seamus miał trójkę i każde z dzieciaków reagowało w zupełnie inny sposób.

Nie wiedziałem, że ktoś może własną duszą utulić duszę kogoś innego...

Jeszcze Faith. Cóż...nie porwała mnie. To nie tak, że jest jakąś złą bohaterką, bo w książce była tym cudownym zjawiskiem, który tchnął w Seamus'a życie na nowo. W zasadzie cały tytuł nawiązuje do wypowiedzi dziewczyny przed drzwiami mieszkania pedagoga. Jednak dla mnie-przy wszystkich swych pięknych barwach i dziewczęcym uroku-była naiwna, zbyt eteryczna i cóż...nudna. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie osoby, która mogłaby stanąć w centrum miasta i rozdawać ,,darmowe" uściski. Jest to oczywiście piękna rzecz, ale...tak bardzo nierealna w dzisiejszym świecie. Chyba to, co napisałam przed chwilą jest bardzo brutalne. Może taki był zamysł-Faith na pewno wprowadza odrobinę magii do szarej rzeczywistości Seamus'a i jego rodziny.

Nic nie pobije ,,Promyczka" i właściwie tymi słowami mogłabym zakończyć recenzję, ale...ale wiem też, że nie wszyscy za nim przepadają. Niektórzy wolą bardziej realistyczne, mniej wzruszające historie. Moim zdaniem ,,O wiele więcej" do takich należy. Jest piękna, jest magiczna, jest napisana prostym, ale nie prostackim językiem. Czyta się ją bardzo szybko i chce się wiedzieć, co będzie dalej. Nie umiem znaleźć znaczących wad i pewnie dla wielu ludzi będzie ona ciekawą lekturą. ,,O wiele więcej" mi się podobało, ale...nie poczułam więzi z bohaterami. Nie tęsknię za tą książką, nie czuję jakiejś pustki, którą trzeba wypełnić i którą czuję, gdy skończę czytać książkę, która faktycznie robi na mnie ogromne wrażenie. ,,O wiele więcej" jest warta uwagi i warto po nią sięgnąć, by zobaczyć ciekawy portret psychologiczny kobiety. Dla Mirandy warto po nią sięgnąć, zdecydowanie.