Wszystko, co uda mi się napisać...

112. M. Witkiewicz ,,Czereśnie zawsze muszą być dwie"

,,Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita."

579578-352x500.jpgDość nietypowo zaczęłam tę recenzję, bo cytatem. Nie mogłam się oprzeć, bo jest taki piękny i prawdziwy. Natura, która odwołuje się do człowieka. Owoc, który nawiązuje do miłości. Piękne zakończenie i całkiem niezłe rozpoczęcie. Zacznijmy więc od początku.

Zosia Krasnopolska to młoda pani architekt, która ma pod górkę w życiu. Rodzice jej nie rozumieją, facet jej nie rozumie, a psa nie ma. Na jej drodze pojawia się starsza pani-Stefania, która już na zawsze zmienia jej życie. Zaczyna się od prac społecznych i obiadu dla staruszki, a kończy...na całkowitej zmianie swojego życia. Los potrafi być przewrotny, prawda?

Uważaj na znajomości, które zaczynają się od głowy. O tych zapoczątkowanych fascynacją seksualną można szybko zapomnieć. O tych, które zaczynają się od rozmów, wymiany myśli i emocji, możesz nigdy nie zapomnieć. Te są trwalsze.

Dla jasności-nie przepadam za polskimi autorkami. Uważam, że większość polskich książek odwołuje się do wojny, mówi o tym, jak to u nas ciężko i najczęściej powtarza utarte schematy. Nie mówię, że wszystkie polskie książki takie są, ale większa większość. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że ,,Czereśnie zawsze muszą być dwie" nie odwołuje się do czasów wojny. Odwołuje się. Mamy piękną willę z okresu przedwojennego, do tego liczne odwołania do historii miłości sprzed lat. Dziwnym trafem...tym razem mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie-czekałam na przedwojenne i wojenne wtrącenia. Chyba się starzeję, a może ten wątek został całkiem interesująco poprowadzony.

Bardzo podobały mi się też opisy Łodzi i Rudy Pabianickiej-miejsca, do którego Zofia wyjechała w poszukiwaniu szczęścia. Cudowne, realistyczne opisy. Mogłabym powiedzieć, że książka jest niczym mapa, z którą dałoby się poruszać po mieście.

Mogłabym teraz poopisywać bohaterów. Oczywiście, należałoby zacząć od pani Stefanii, opowiedzieć o Zosi, przeanalizować jej rodziców i przejść do pana Andrzeja. Ja chciałabym się skupić na Szymonie. Uważam, że on jest najbardziej interesującą postacią w całej książce, być może dlatego, że przechodzi największą transformację.

Myślcie pozytywnie. Pozytywne myśli przyciągają dobrych ludzi. I przyciągają szczęście. Złe myśli i słowa tylko pomnażają zło na świecie.

Zosia poznaje Szymona po przyjeździe do Rudy Pabianickiej. Spotykają się przypadkiem, bo jak to bywa, gdy kobieta prowadzi-łapie gumę. Szymon pomaga jej wymienić koło, oponę czy jak to się tam fachowo nazywa i tak zaczyna się znajomość pełna tajemnic i niedopowiedzeń. Mężczyzna nie odkrywa wszystkich kart, w zasadzie jego przeszłość poznajemy pod koniec opowieści i...dla mnie było to wielkie zdziwienie. Jego historia mnie wzruszyła i dopiero wtedy poczułam do niego dużą sympatię. Jest to chyba jedna z ciekawszych postaci męskich. Bardzo dobrze zbudowana.

Książkę czyta się, a właściwie pochłania, bardzo szybko, mimo że jest dość pokaźna jeśli chodzi o gabaryty. Ciekawa jest również kompozycja pozycji: mamy podział na części, gdzie są one opowiadane z różnych perspektyw. Najciekawsza jest oczywiście ta opowiadana z perspektywy Szymona. Jak dla mnie zupełnie niepotrzebna jest część zatytułowana ,,Marek", bo nie wnosi ona niczego nowego do treści. Ciekawy pomysł z wprowadzeniem postaci fikcyjnej-ducha kobiety w czerwonej sukni, ale moim zdaniem wątek nie został poprowadzony do końca. Historia kobiety została zakończona troszkę ,,na odczepnego", a może tak miało być? Nie rozumiem zakończenia książki, tego, że kobieta macha do Zofii siedzącej na werandzie. Czytelnik może zgłupieć, bo nie wie już, czy wątek został zakończony, czy nie, a może chodzi o odrobinę niewiadomej? Trudno powiedzieć.

Jesteśmy zamknięci w swojej rozpaczy, a życie pędzi cały czas do przodu. Jest jak pociąg dalekobieżny. Jedzie ze stałą prędkością, zgodnie ze swoim rozkładem. Na nikogo nie czeka. Nie można go-ot tak- zatrzymać w polu. Ale ty decydujesz, do którego wagonu wsiądziesz i na jakiej stacji. Ty decydujesz, czy w ogóle wsiądziesz, czy będziesz stała z boku i obserwowała tych, co właśnie podróżują. Jadą, śmieją się i rozmawiają. Czasem też płaczą. Życie. Jak nie wsiądziesz, ten pociąg i tak dalej pojedzie. A ty nie będziesz wiedziała, czy razem z tym wagonem, który właśnie odjechał, nie opuściła cię również twoja życiowa szansa.

Mimo drobnych wad, książka zasługuje na uznanie. Tak jak wspominałam wyżej, czyta się ją bardzo  szybko i jest znakomita właśnie na taką wakacyjną porę. Jest dużo natury, kwiatów, piękny domek na wsi, a w zasadzie willa, psy, koty-żyć nie umierać. Żałowałam, że książka tak szybko się skończyła, a to chyba najlepsza opinia, jaką można dać recenzowanej pozycji.