Wszystko, co uda mi się napisać...

113. Ludzie strzelają słowami jak z karabinu

tumblr_ma9slsEhSM1qaobbko1_500.jpgStaram się nie być smutna. Nie opowiadam o tym, jak to bywa źle, jak ludzie robią pod górkę. Po prostu idę i robię to, co do mnie należy. Taki mam już charakter. Uwielbiam to w sobie. Czasami płaczę, jak każdy. Często przeklinam, w myślach układam cięte riposty. Rzadko je wypowiadam na głos, bo uważam, że to nie ma większego znaczenia. To nikomu nie pomoże, a zrobi tylko krzywdę komuś innemu, a przecież ja taka nie jestem. Chcę być lepsza, chcę zmniejszać swoje kompleksy, ale nie kosztem drugiego człowieka. Szkoda, że nie każdy wychodzi z takiego założenia.

To nie będzie typowy felieton. Zresztą, chyba jak zwykle w moim przypadku, dziś rzecz o emocjach. A może o ludziach, o płaczu, kompleksach, złośliwości. Temat chyba bliski każdemu. Nie chcę opowiadać swojej historii, bo to nic nadzwyczajnego. Ale z drugiej strony… bardzo chciałabym, by komuś to dało do myślenia. By choć raz ktoś się zastanowił. Przemyślał swój pocisk, bo słów nie da się cofnąć, a one bolą najbardziej.

Osoby z kompleksem to nie zawsze płaczliwe szare myszki, które nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem i zaszywają się w domu z kubkiem herbaty z cytryną w obawie, by nikt nie powiedział im niczego przykrego. Kompleksy są w każdym z nas i nie mamy na to wpływu. Możemy się z nimi lepiej lub gorzej kryć, ale nie powiesz mi, że wszystko ci się w tobie podoba. No way!

Wczoraj na youtube oglądałam filmik pewnej dziewczyny, która opowiadała o tym, czego to nie wolno osobom plus size. Ogólnie o jedzeniu, kebabach, lodach, ciuchach itd. Że puszysta osoba nie może niczego, bo zaraz każdy ją ocenia. Może coś w tym jest. W każdym razie z filmiku wyszło pewnego rodzaju usprawiedliwianie swojego lenistwa. Dziewczyna jest gruba, nic nie robi, by poprawić swoją sytuację, niby jest jej źle, ale na narzekaniu się kończy, po czym najeżdża na wszystkich wokół, że mają problem z jej wagą. Cóż…Każdy jest panem własnego losu. Takie moje zdanie. No właśnie, ale wracając do tematu. Podałam jej przykład, bo uważam, że są różne kategorie ludzi. Jedni zasłużyli sobie na to, by wyglądać i czuć się kiepsko (bo nie robią nic, bo nie widzą problemu, bo mają słabą silną wolę itd.) oraz tacy, którzy walczą ze sobą, a efekty przychodzą wolno albo wcale. Albo nikt ich nie zauważa. Tych efektów, a nie tych ludzi, chociaż…

Są różne kategorie zakompleksionych. Jedni nienawidzą swoich okularów, inni nóg, jeszcze inni włosów, oczu, albo stóp. Znam takich, którzy patrzą na swój pępek i najchętniej wywaliliby go za orbitę. Ja nigdy nie akceptowałam swojej wagi. Właściwie nie pamiętam, czy kiedyś byłam zadowolona ze swojej ,,objętości”. To przykre, bo jak patrzę na zdjęcia z dzieciństwa, to zdaję sobie sprawę, że byłam ładna, a straciłam tyle lat na zadręczanie się. Zaczęło się od głupich przytyków i to wryło się w moją głowę i zostało aż do 8 sierpnia 2016r. Chyba nigdy nie mówiłam o tym szczerze, naprawdę potrafiłam się z tym kryć i nadal potrafię. Każdy bagatelizuje takie kompleksy, mówi, że to ,,pierdoły”, ale ja naprawdę rozumiem osoby, które walczą same ze sobą i udają, że ich to nie rusza, a po kryjomu, w kącie późnym wieczorem płaczą. Każdy ma swój kompleksik, który w mniejszym lub w większym stopniu wpływa na życie i nastrój.1304958304_by_blow2013_600.jpg

Co się takiego stało? 8 sierpnia zawalczyłam o siebie. I już nawet nie chodzi o tę wagę, choć (haha) jednak nie da się ukryć, że cała ta walka zaczęła się od pewnego wieczoru, kiedy ktoś w perfidny sposób uświadomił mi, że jestem gruba (jakbym tego, proszę pani, nie wiedziała :P). Wtedy się załamałam, ale dzisiaj bardzo dziękuję. Po pierwsze za to, że uświadomiła mi pani, że ludzie mają jeszcze większe kompleksy ode mnie, bo ja nie buduję swojego ego na płaczu innych, po drugie, bo zrozumiałam dzięki pani, że dopóki samej sobie nie udowodnię, że jestem wartościowa, to żadne Chodakowskie mi nie pomogą, po trzecie-dopóki sama sobie nie pozwolę się zniszczyć, nikt inny nie będzie w stanie tego zrobić, droga pani. Dziękuję za tą lekcję. Ja się czegoś nauczyłam, a pani?

Dzisiaj w brutalny sposób zdałam sobie sprawę, że z kompleksami jest jak z alkoholizmem. Alkoholik nigdy nie wyzdrowieje. Może być trzeźwy, ale ciągle musi pamiętać o tym, że to może wrócić. Podobnie jest z kompleksami. One zawsze są gdzieś w nas uśpione. Musimy  nauczyć się nad nimi panować i nie pozwalać innym na to, by je budzili. To cholernie trudne, bo taka nauka trwa całe życie. Czasami przychodzi znużenie, bo walczymy, widzimy efekty, a ktoś i tak powie: ,,Jest pani taka tęga”. Albo: ,,-Ohohoho, a co pani zmieniła w swoich udach? Naprawdę są jędrniejsze? Przysięgłabym, że z 5 kilo grubsze, ale skoro pani mówi, że jest lepiej…”. Ale ta osoba nie wie o naszej walce. Nie może wiedzieć. Wiecie co sobie wtedy mówię? ,,Przeszłaś zbyt dużo sama ze sobą, by poddawać się i słuchać pierdół osoby, która buduje sobie swoje poczucie wartości na poniżaniu ciebie. Olej”. To trudne. Bardzo trudne, ale gdy emocje opadną, zrozumiesz, że mam rację.

Życzyłabym sobie, byś nie oceniała/nie oceniał. Nie próbowała/nie próbował podnosić się kosztem popychania innej osoby do tyłu. Chcesz być na szczycie? To sobie na to zapracuj własną ciężką pracą. Ludzie będą mówić, to naturalne. Czasami sama lubię podogadzać próżności, pomyśleć o sobie, że udało mi się to i tamto. Ale oceniam siebie i sukcesy innych dodają mi skrzydeł. Nie warto podcinać ich innym i doklejać sobie. Sztukowanie materiału nigdy dobrze nie wygląda.  Ani na sukience, ani w życiu.

 

PS Pisząc ten tekst zafundowałam sobie niezłą terapię, bo smutek odszedł, a ja znowu wygrałam. Życzę sobie i wam jak najwięcej wygranych wojen-tych pozytywnych rzecz jasna, które sprawią, że staniecie się lepszymi ludźmi, nie wojen z drugim człowiekiem o to, komu powiedzieć gorsze świństwo :)