Wszystko, co uda mi się napisać...

114. J. Armentrout ,,Co przyniesie wieczność"

Milczenie nie zawsze jest złotem...

549162-352x500.jpgCzytając opis książki ,,Co przyniesie wieczność" J. Armentrout, pomyślałam, że autorka miała świetny pomysł na fabułę. Zaczęłam więc czytać. Czytałam, czytałam i tak aż do końca. Przepadłam, naprawdę przepadłam w tej historii. To było coś!

Zdarzyło mi się sięgnąć po historie, które opisywały różne odcienie życia nastolatków. Od zaburzeń odżywiania, po problemy z narkotykami, alkoholem, problemy z samoakceptacją, przemocą w rodzinie, domy dziecka itp. Te sytuacje wywoływały różne skutki, ale tutaj mamy zupełnie inny pomysł. Dla mnie świeży, choć czytałam opinie, że ,,Co przyniesie wieczność" odwołuje się do ,,Hopeless". Trudno powiedzieć, nie miałam przyjemności czytać tej książki, na pewno z czasem to nadrobię. Dla mnie historia Mallory i Ridera jest czymś nowym i jestem nią oczarowana. Zwłaszcza, że piszę to ,,na świeżo"-przed chwilą skończyłam czytać.

- Łatwiej jest...się wszystkiego bać.
-Jak...jak to możliwe?- Jego głos złagodniał.-Jak to może być łatwiejsze?
-Nie odniesiesz porażki, jeśli nie będziesz się starał, prawda? Wiesz o tym.

Mallory nie miała łatwego startu w życiu. Obijała się po rodzinach zastępczych, trafiła do ,,przemocowców". Rider, chłopiec, który z nią mieszkał, bronił jej, wspierał w trudnych chwilach i czytał. Teraz może brzmi to śmiesznie, ale czytanie sprawiało, że dziewczynka odrywała swoje myśli od problemów. Ojciec zastępczy bił Ridera. Mallory chowała się wtedy w szafie i się nie odzywała. Rider mówił, że tak jest najlepiej, że głos ściąga niebezpieczeństwo. Milczała. Milczała nawet wtedy, gdy jej matka zastępcza zmarła po przedawkowaniu leków i alkoholu. Gdy ojciec zastępczy wrzucił jej jedyną lalkę do ognia, próbowała coś zrobić. Skończyło się na silnym poparzeniu i odebraniu maltretowanych dzieci. Mallory nie wiedziała, co się stało z Riderem. Trafiła do domu lekarzy, którzy zapewnili jej cudowne życie. Cudowne w ich mniemaniu, bo Mallory nie potrafiła już swobodnie mówić. Głos sprawiał jej ból i przyprawiał o drżenie serca, bo nadal się bała. Jej życie bardzo się zmieni, gdy na szkolnym korytarzu spotka przyjaciela sprzed lat. Jak to się potoczy? Czy chłopak spowoduje, że nieśmiałość Mallory pryśnie?

W internecie opinie są takie, że książka nie wnosi nic nowego. Że nie zachwyca, porusza znane już tematy i w zasadzie mogłaby zostać odchudzona o jakieś 200-300 stron (książka liczy ponad 500 stron). Mam inne zdanie. Na mnie ,,Co przyniesie wieczność" wywarła ogromny wpływ. Spowodowała, że nie mogłam przestać jej czytać, że przyzwyczaiłam się do Mallory i Ridera. Chciałam śledzić ich losy. Kibicowałam dziewczynie, bo naprawdę ją rozumiałam. Oceniam książki bardziej przez to, jakie emocje wywołują i ta pozycja...jest cudowna. Dawno nie czytało mi się czegoś tak dobrze. Odprężyłam się, zapomniałam o problemach i skupiłam się tylko na treści. Nawiasem mówiąc, coś jest w sposobie pisania tej autorki, że człowiek zatraca się w opisywanych historiach-podobnie było z serią Lux.

Mallory jest taka niewinna, dziewczęca, nieśmiała-jednym słowem może wkurzać. Ale gdy poznajemy motywy jej postępowania, wszystko staje się jasne i każdy jej krok do przodu staje się przełomowy. Biłam jej symboliczne brawo, gdy już odważyła się coś powiedzieć na forum, gdy pozyskała przyjaciółki, postawiła się Page. Rider natomiast...ogólnie całkiem ciekawa postać, ale kurczę-nie wiem, coś z nim było nie tak. Niby miał problemy, niby uratował Mallory życie, niby ciągle się nią opiekował, ale to jego niezdecydowanie, tajemnice i tchórzostwo w pewnej kwestii...zrzucam to na młody wiek i trudne dzieciństwo. Nie, nie-to nie jest wada książki, w tym momencie tylko oceniam bohatera, bo wywołuje we mnie emocje.

Książka nie ma wad. Nie ma wad dla osób, które nie znają podobnych motywów, nie ma wad dla osób, które poszukują niebanalnych opowieści-niezbyt jednoznacznych, jednowymiarowych. To chyba jedna z moich ulubionych książek. Niewątpliwie zasługuje na czas. I na emocje, które uruchamia. Aha, jeszcze jedno-chciałabym coś ważnego wkleić do tej recenzji. Coś, co w zasadzie jest cytatem z bajki, która pojawiła się w ,,Co przyniesie wieczność". Ten cytat jest...idealny. Na mnie wywarł ogromne wrażenie, uświadomił wiele spraw. Zobaczcie sami:

" – Co to znaczy być PRAWDZIWYM? – zapytał pewnego dnia Królik. – Czy to znaczy, że ma się w środku coś, co brzęczy, oraz wystający kluczyk? – Bycie PRAWDZIWYM nie ma nic wspólnego z tym, jak jesteś zrobiony – odpowiedział Zamszowy Koń. – To coś, co może ci się przytrafić. PRAWDZIWYM
stajesz się, gdy dziecko bardzo mocno cię kocha, nie tylko dlatego, że chce się z tobą bawić, ale dlatego, że kocha cię NAPRAWDĘ. – Czy bycie prawdziwym boli? – zapytał Królik. – Hmm, czasami – rzekł Zamszowy Koń, bo zawsze mówił zgodnie z prawdą. – Ale gdy jesteś prawdziwy, nie przejmujesz się aż tak, gdy ktoś cię rani. To nie dzieje się w jednej chwili. PRAWDZIWYM stajesz się stopniowo. Taka przemiana zajmuje dużo czasu, dlatego zwykle nie przydarza się to zabawkom, które łatwo zepsuć lub z którymi trzeba się ostrożnie obchodzić. Zwykle, do czasu, gdy staniesz się PRAWDZIWY, stracisz już większość sierści, odpadną ci oczy, a twoje szwy będą bardzo poluzowane. Będziesz już bardzo zużyty. Ale wtedy to wszystko jest nieważne, bo gdy jesteś PRAWDZIWY, to w oczach tego, kto cię kocha, nie możesz być brzydki. Tak mogą cię nazywać tylko ci, którzy niczego nie rozumieją, którzy nie wiedzą, co to znaczy być PRAWDZIWYM. Gdy raz staniesz się prawdziwy, nie możesz już wrócić do bycia zwykłą zabawką. Prawdziwym zostaje się na zawsze ".